Wpis w Krajowym Rejestrze Długów a otrzymanie kredytu, itd. Przechwałki KRD a logika.
14.12.2009 r.
Do zaprzyjaźnionej firmy windykacyjnej zadzwonił przedstawiciel handlowy Krajowego Rejestru Długów i oferował podpisanie umowy. Problem w tym że ta firma windykacyjna była abonentem KRD kilka lat temu i zrezygnowała z powodu, jak twierdzi jej właściciel, dosłownie zerowej skuteczności wpisów o dłużnikach i to pomimo wysyłania im (odpłatnie) powiadomień z KRD. Przedstawiciel twierdził podczas ostatniej rozmowy, że przez te kilka lat wiele się zmieniło, skuteczność niepomiernie wzrosła i jest na poziomie 80%. Jednak jak pamiętamy, kilka lat temu KRD twierdzili to samo, taką zgrubsza skutecznością reklamowali się. Koronnym argumentem przedstawiciela podczas owej mającej miejsce kilka dni temu rozmowy było rzucenie rzekomo udowodnionymi liczbami a mianowicie iż skuteczność firm windykacyjnych to 40-60% a skuteczność KRD to 80%. Oczywiście każdy może powiedzieć, że coś zostało udowodnione, nie przedstawiając dowodów. Przedstawiciel KRD starał się uwiarygodnić twierdzenie o poziomie skuteczności KRD takim oto argumentem, że dłużnicy wpisani do tej bazy mają przede wszystkim kłopoty z uzyskaniem kredytu czy może nawet jeszcze gorzej - nie mają szans na uzyskanie kredytu. O ile się orientujemy, to w wielu przypadkach prawda. Załóżmy w takim razie (nie wnikając jak to jest w praktyce, jakie panują w bankach zasady pod tym względem ), że osoba figurująca w KRD nie otrzyma kredytu, nigdy w życiu. Jednak zwróćmy uwagę na to, ze nawet jeśli potencjalny kredytobiorca nie figuruje w KRD a nie posiada żadnego majątku i dochodów, to i tak kredytu nie otrzyma albowiem bankom wręcz nie wolno dawać kredytów bez zabezpieczenia i bez zdolności kredytowej kredytobiorcy. Działałyby wówczas nie tylko na swoją szkodę ale tez na szkodę klientów którzy mają w tych bankach lokaty gdyż kredyty udzielane są właśnie z pieniędzy klientów którzy trzymają je na bankowych lokatach. Czyli, jeżeli dłużnik nie posiada majątku, to kredytu nie otrzyma a skoro nie otrzyma kredytu to wpis w Krajowym Rejestrze Długów nie jest mu straszny, zgoda? A ten który posiada majątek i założymy że obawia się wpisu w KRD gdyż może zechce wziąć kredyt - tego firma windykacyjna windykuje, uzyskując tytuł wykonawczy i kierując wniosek egzekucyjny do komornika, zgoda? Komornik zajmie majątek i zlicytuje. Zwróćmy też uwagę i na to, że nie każdy człowiek, przedsiębiorca czy firma potrzebuuje zaciągnąć kredyt w banku... Precyzyjniej - my znamy więcej takich osób które kredytu nie potrzebują niż takich które chcą, potrzebują wziąć lub już mają zaciągnięty kredyt. To tylko takie nasze przemyślenia do których sprowokował nas telefon przedstawiciela KRD i jego argumenty.
Dowiedzieliśmy się ponadto, że przygotowywana jest nowelizacja ustawy w wyniku której możliwe też będzie umieszczanie w KRD oraz w innych Biurach Informacji Gospodarczej dłużników tytułu finansowych zobowiązań prywatnych jak np., prywatne pożyczki, czyli udzielane nie przez banki ale przez osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej związanej kredytów udzielaniem pożyczek. W tym zakresie przewidujemy równie niską albo jeszcze niższą skuteczność KRD jak w przypadku długów gospodarczych, z przyczyn takich jak wcześniej opisane. Jeszcze niższą, bo osoby prywatne raczej nie zaciągają zobowiązań gospodarczych z odroczonym terminem płatności, nie zaciągają kredytu kupieckiego.
Żeby nie wyglądało to tak, iż naszym celem jest jakieś mściwe dyskredytowanie KRD albo nieuczciwa konkurencja, gdyż tak absolutnie tak nie jest, więc informujemy że wedle naszej wiedzy wszelkie internetowe rejestry dłużników funkcjonujące formalnie jako giełdy długów, też są nieskuteczne. Prowadzą je często firmy windykacyjne jako narzędzie wspomagające windykację. Wpis o dłużniku figurującym w zasobach takiej giełdy zazwyczaj pojawia się także wysoko w wynikach wyszukiwania po wpisaniu jego danych w internetowej wyszukiwarce. Prócz presji spowodowanej utratą wiarygodności finansowej, za pomocą giełdy można zrealizować transakcję sprzedaży długu; formalnie w tym celu giełdy te mają prawo bytu. Jednak jak dowiedzieliśmy się, rzadko kiedy dłużnik spłaca dług dowiedziawszy się o tym, że figuruje na giełdzie. Rzadko też dług taki znajduje nabywcę gotowego zaoferować chociażby np. 70% wartości kwoty podstawowej długu. Jak jednak donosi nam firma windykacyjna, coraz częściej telefonują banki z zapytaniami o dłużników figurujących na internetowej giełdzie wierzytelności i wypytują o specyfikę zadłużenia. Czyli, sprawdzanie dłużnika w wyszukiwarce internetowej staje się albo już jest jedną z bankowych procedur weryfikacji wiarygodności klienta przed udzieleniem mu kredytu.
Swoją drogą, mocny kapitałowo bank naszym zdaniem mógłby podejmować decyzję o udzieleniu niektórych kredytów przede wszystkim w oparciu o zabezpieczenie jakie dłużnik jest w stanie przedstawić, nawet jeśli nie posiada dochodów. Jeżeli bylibyśmy takim bankiem i przyszedł klient starający się o kredyt ale figurujący jako dłużnik w KRD, to kredytu może byśmy mu nie odmówili jeżeli np. posiada nieruchomość na której można by ustanowić hipotekę kaucyjną na rzecz banku albo gdyby kredyt poręczała wiarygodna finansowo osoba. Mógłby sobie wówczas i sto razy figurować w KRD z wniosków wielu wierzycieli, gdyż jeśli kredyt zabezpieczony będzie hipoteką to taka wierzytelność z kredytu ma pierwszeństwo w zaspokojeniu przed wszystkimi innymi wierzycielami i ich wierzytelnościami. Oczywiście jednak trzeba wówczas brać pod uwagę to, że egzekucja z nieruchomości może trwać choćby i dwa lata i nie jest przesądzone że znajdzie się kupiec. Gdyby takich przypadków było sporo, sam bank mógłby popaść w problemy związane z płynnością finansową. Jeżeli jednak bank posiadałby odpowiednie zaplecze czuwające nad tym aby nieruchomość nawet pomimo że zasiedlona przez lokatora - kredytobiorce, została sprzedana na licytacji, wówczas nie byłoby problemów. Dobre firmy windykacyjne wiedzą, jak sobie z tym problemem radzić.
powrót do góry