Pożyczka jako lokata "nieterminowa".

09.12.2009 r.

Inwestycja w udzielenie pożyczki prywatnej może okazać się strzałem w przysłowiową dziesiątkę a jej opłacalności nie dorówna żadna lokata terminowa, inwestycja w obligacje, fundusz inwestycyjny, złoto i co tam jeszcze. Niejeden prywatny pożyczkobiorca w potrzebie zgodzi się na ustalenie w umowie pożyczki odsetek maksymalnych w rozumieniu kodeksu cywilnego więc czterokrotnie wyższe od obowiązującej kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego. W dniu pisania niniejszego artykułu stopa ta wynosi 5%. Czyli, wysokość odsetek maksymalnych to 20%. Zgodzi się gdyż koszt takiej pożyczki i tak będzie niższy od kredytu bankowego, bo pożyczka potrzebna jest mu natychmiast a formalności w banku trwają jak i nieraz dlatego, że nie posiada wystarczającej w oczach banku zdolności kredytowej. Na udzieleniu pożyczki tak oprocentowanej można więc przyzwoicie zarobić bez obawy o to, ze inflacja pochłonie zysk z odsetek jak to bywa na lokacie w banku. Oczywiście pożyczka obarczona jest większym ryzykiem niż lokata bankowa a to z racji tego że nigdy nie mamy pewności tego że zainwestowane pieniądze odzyskamy. Oczywiście poza przypadkami gdy należycie pożyczkę zabezpieczymy poprzez zastaw na rzeczach ruchomych albo jeszcze lepiej - poprzez ustanowienie hipoteki na nieruchomości pożyczkobiorcy. Jednak wiele pożyczek prywatnych udzielanych jest bez żadnego zabezpieczenia. Załóżmy jednak, że prędzej czy później pieniądze odzyskamy. Problem jednak w tym, że może to być nie tak szybko jak zastrzegliśmy to w umowie pożyczki i planując inwestycję w postaci pożyczki powinniśmy to brać pod uwagę i zastanowić się nad tym, czy opóźnienie w spłacie albo egzekucji pożyczki nie wpłynie negatywnie na nasz budżet, realizację naszych planów a nawet czy nie spowoduje że sami staniemy się dłużnikiem nie mogąc regulować naszych własnych zobowiązań finansowych. W tym ostatnim przypadku może okazać się że w końcu chociaż odzyskaliśmy pożyczkę wraz z należnymi odsetkami, to koszty związane z nieuregulowaniem na czas naszych własnych zobowiązań są wyższe od zysku z pożyczki i w ostatecznym rozrachunku ponieśliśmy stratę. Np. dlatego, że nasi wierzyciele skierowali sprawy do sądu o zapłatę przeciwko nam, albo dlatego że sami w końcu musieliśmy wziąć kredyt czy pożyczkę w banku. Jak maksymalnie długo po terminie określonym w umowie pożyczki może przyjść nam czekać na zwrot pieniędzy? A choćby rok albo jeszcze dłużej, np. dwa lata. Ten dodatkowy czas wiąże się z przede wszystkim wydłużaniem przez dłużnika czasu jaki mija pomiędzy terminem zwrotu pożyczki a skierowaniem sprawy do sądu, wiąże się z przeciąganiem przez dłużnika postępowania sądowego oraz dodatkowo ewentualnie z postępowaniem egzekucyjnym prowadzonym przez komornika sądowego. Wszystkie wyżej wymienione etapy łącznie mogą potrwać choćby kilka lat. Nie musi to być samo w sobie złe, jeśli pieniądze zainwestowane w pożyczkę nie są nam pilnie potrzebne. Jeżeli w umowie pożyczki zastrzegliśmy odsetki umowne (i to nawet maksymalne), to po terminie na jaki umowa pożyczki została zawarta odsetki te w dalszym ciągu obowiązują, już jako odsetki za zwłokę. Czasem więc to czekanie zostaje sowicie wynagrodzone.

Bankowi windykatorzy ubliżali...

07.11.2009 r.

W telewizji ostatnio wiele było o skandalicznym traktowaniu klientów jednego z banku przez windykatorów tego banku, w rozmowach telefonicznych. Szykanowany dłużnik rozmowy nagrywał i udostępnił mediom. Wiadomo, klient spóźnia się ze spłatą kredytu, windykator dzwoni do klienta-dłużnika. Było ubliżanie, poniżanie klienta, na tym skupiły się media a przynajmniej telewizja TVN. Natomiast wydaje się nam, że nikt nie skomentował straszenia dłużnika postępowaniem karnym, ławą oskarżonych i art. 286 Kodeksu Karnego czyli odpowiedzialnością za oszustwo. A wydaje się że w tej sytuacji mogły to być groźby bezprawne opisywane w art. 191 Kodeksu Karnego. Stanowi on, że "Par. 1 Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Par. 2. Jeżeli sprawca działa w sposób określony w Par. 1 w celu wymuszenia zwrotu wierzytelności, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Otóż bezpodstawne straszenie postępowaniem karnym w takiej formie jak np. "czy mówi Panu coś art. 286 kk, będzie Pan siedział na ławie oskarżonych, itp" (chyba mniej więcej tak to brzmiało?) jest przestępstwem określonym właśnie w art. 191 Par. 2 kk. Takie groźby windykator kierował pod adresem klienta który przecież jak mógł to kredyt spłacał terminowo a jak popadł w kłopoty to też starał się spłacać i napisał pismo o zmniejszenie rat. Taki człowiek nie jest w takiej sytuacji oszustem i nie należy go tak traktować i grozić mu odpowiedzialnością karną. Groźba bezprawna to właśnie także bezpodstawne grożenie postępowaniem karnym, przedstawieniem zarzutów i skierowaniem aktu oskarżenia osobie która przestępstwa nie popełniła i nie popełnia. Fakt iż ktoś jest dłużnikiem opóźniającym się z zapłatą automatycznie nie oznacza że jest oszustem. Z oszustwem mamy do czynienia gdy ktoś (w przypadku kredytu) zaciąga kredyt ze z górny powziętym zamiarem niezwrócenia go. Lżony i zastraszany człowiek który, jak wynika z reportażu wciąż , pomimo kłopotów spłaca kredyt choć w niższych kwotach od ustalonych, nie wydaje się być oszustem. Prędzej zatem popełnia przestępstwo ktoś kto bezprawnie mu grozi. Jeżeli dłużnik zalega ze spłatą kredytu, to wydaje się że (zaznaczamy - wydaje się, że) owszem, można powiedziec mu np. "Jeżeli nie spłaci Pan kredytu do końca miesiąca to rozważymy skierowanie przeciwko Panu zawiadomienia na Policję o podejrzeniu popełnienia oszustwa". Absolutnie nie można jednak w sytuacji jak przedstawiona wyżej, mówić np. "oskarżą Pana, będzie pan siedział na ławie oskarżonych, będzie Pan miał kłopoty"

powrót do góry