Najgorzej ma żyrant.

Wiele osób godzi się podżyrować komuś kredyt nie zdając sobie sprawy z tego, jak wiele ryzykują. Jeżeli żyrant poniesie za kredytobiorcę koszty spłaty kredytu, ma wówczas prawo domagać się ich zwrotu od kredytobiorcy. Problem w tym, ze często nawet z wyrokiem okazuje się to w praktyce niemożliwe. W trójkącie bank - kredytobiorca - żyrant, ten ostatni jest często w najgorszej sytuacji. Nie wie o tym na początku, ale z czasem dociera to do niego i to dość niespodziewanie, kiedy bank żąda od niego zapłaty kredytu. Żyrowanie kredytów gotówkowych, pożyczek to ryzykowna przysługa. Nie każdy żyrant zadaje sobie trud aby ruszyć mózgownicą i uświadomić sobie że skoro jest proszony o poręczenie to znaczy ze w oczach banku sam kredytobiorca nie przedstawia wystarczającej wiarygodności kredytowej. Co to oznacza? Ano to, że nie ma wystarczających dochodów i nie posiada majątku który mógłby posłużyć jako zabezpieczenie spłaty zobowiązania. Jeżeli więc nie spłaci kredytu, to bank, nie mogąc od niego ściągnąć pieniędzy, zwróci się o zapłatę do żyranta a jeśli ten dobrowolnie nie zapłaci, to zajmie się tym komornik. Co gorsza, bank nie musi najpierw egzekwować od kredytobiorcy i wykazać ze egzekucja jest bezskuteczna. Może od razu zwrócić się o zapłatę do żyranta. Po spłaceniu zobowiązania za kredytobiorcę, żyrantowi przysługuje prawo do odzyskania tych pieniędzy od kredytobiorcy i to wraz z dodatkowymi kosztami jakie poniósł a więc w szczególności z kosztami komorniczymi. W tym celu należy złożyć w sądzie stosowny pozew (z załączonymi dokumentami potwierdzającymi dokonanie spłaty za kredytobiorcę) i uzyskać nakaz zapłaty. Jeżeli jednak dłużnik:

- nie pracuje legalnie lub pracuje ale otrzymuje stawkę minimalną, a ta jest wolna od zajęcia komorniczego,
- nie posiada własnego samochodu,
- nie posiada nieruchomości,
- ruchomości w mieszkaniu nie przedstawiają wartości handlowej a tylko użytkową (tak jest najczęściej),

to komornik nie wyegzekwuje długu. Pieniądze z kredytu dłużnik mógł przejeść, przetracić, lub schować (i udaje że ich nie ma) albo kupić coś ale nie na siebie tylko np. na żonę (która za ten długi męża nie odpowiada jeśli nie wyraził pisemnej zgody na zaciągnięcie zobowiązania, jeśli nie była współkredytobiorcą) wykorzystując żyranta, oszukując go. Jak twierdzi Robert Grabowski z firmy windykacyjnej GRABOWSKI INKASSO, zlecenia o takiej specyfice kiedy to zgłaszają się wierzyciele będący żyrantami, to około 30% wszystkich zapytań o windykację należności. Wśród nich jest wiele przypadków po wcześniejszym bezskutecznym postępowaniu egzekucyjnym przeciwko żyrantowi. W takich sytuacjach trudno jest doprowadzić do skazania za oszustwo ponieważ zakłada się że żyrant wiedział iż sytuacja finansowa kredytobiorcy jest zła i może on nie być w stanie spłacić kredytu, wszak dlatego właśnie żyrant został poproszony o podżyrowanie kredytu. Natomiast aby zaistniało przestępstwo oszustwa trzeba m.in. wykazać że pokrzywdzony został wprowadzony w błąd.

Nowy etap walki o kredytobiorców?

07.11.2009 r.

Wygląda na to, że w wyniku niedawnych kampanii reklamujących lokaty, banki w Polsce pozyskały środki i szykują się do kolejnych walko o kredytobiorców. W branży kredytów mieszkaniowych chyba jako pierwszy zwrócił na siebie uwagę Bank Millenium oferując kredyt na 100 procent wartości. Warto więc aby przyszli kredytobiorcy uświadomili sobie / przypomnieli sobie że życie nie jest bajką pomimo tego że takie można odnieść wrażenie patrząc i słuchając bankowych reklam kredytów mieszkaniowych. Zapewne wiele osób zostanie przekonanych przez banki do zaciągnięcia kredytu mieszkaniowego. Nie twierdzimy że to niedobre, ale kredytobiorców zachęcamy do chłodnej kalkulacji, rozwagi, cierpliwości oraz wnikliwości w studiowaniu i porównywaniu bankowych ofert. Pamiętajmy, że w kredytach (jak i w ogóle w biznesie) zawsze jest coś za coś. To masz w promocji ale za tamto dopłacisz choć sprzedający ukryje to przed Tobą. Dlatego generalnie szukać takich ofert w których umowa z bankiem rozwiewa jak najwięcej wątpliwości i jest najmniej niewiadomych. Już pisaliśmy na łamach tego portalu, na co zwracać uwagę przy wyborze kredytu hipotecznego, aby nie żałować po podpisaniu umowy jak w tym powiedzeniu że "mądry Polak po szkodzie". Można jeszcze dodać, że idealna umowa o kredyt zawierałaby ściśle sprecyzowane stałe oprocentowanie, opłaty oraz prowizje. Banki niechętnie godzą się na to, ale jednak rosnąca konkurencja robi swoje ale pod warunkiem że klienci są wymagający, zorientowani i niejako solidarni w takiej swej postawie. Dlatego już można zaobserwować pierwsze niejako jaskółki jak np. oferta jednego z banków proponująca stałe oprocentowanie kredytu, co prawda w ograniczonym czasie. Może banki zaczynają dostrzegać, że wart a może że trzeba będzie zmienić podejście do klienta.

Pozorne okazje kredytowe; bankowe manipulacje ofertowe.

W okresie otwierania w Polsce kolejnych banków i generalnie rosnącej konkurencji klienci powinni mieć się na baczności aby nie pozwolić sobą manipulować. Zresztą, jest to dobra rada życiowa w ogóle która warto przemyśleć i mieć na uwadze ale ponieważ ten portal jest o kredytach i pożyczkach więc skupmy się tutaj tylko na nich. Jak już pewnie pisaliśmy, banki lubują się w niedopowiedzeniach mających na celu zwabienie klientów przekonanych że oto trafili na ofertę lepsza niż u konkurencji. Poniewczasie (a wiec po podpisaniu umowy) może okazać się, ze wcale nie trafiliśmy najlepiej. Wymieńmy niektóre sztuczki, haczyki czy delikatniej - przejawy swoistej kreatywności ze strony banków, o których warto wiedzieć:

1. Wyjątkowo niskie oprocentowanie kredytu, marży - oczywiście każdy kredytobiorca o takim marzy, tylko może okazać się iż warunkiem korzystania z tego "przywileju" jest posiadanie w tym samym banku pakietu kilku innych produktów finansowych na co najmniej kilka lat. Chodzi np. o lokaty, o karty kredytowe. Obligatoryjnie, bez możliwości wycofania się do konkurencji.

2. Kredyt hipoteczny bez prowizji ale znów - jest warunek. Jakiż to? Ano, obowiązkowe wykupienie ubezpieczenia. Po skalkulowaniu okazuje się ze koszt ubezpieczenia zjada oszczędność na prowizji.

3. Spread, o którym coraz głośniej. Dotyczy kredytów walutowych i określa różnicę pomiędzy kursem kupna a kursem sprzedaży. Banki zarabiają na tym stosując niższy kurs przy wypłacaniu kredytu i wyższy przy jego spłacie.

4. Podawanie w ofercie niskiego oprocentowania kredytu z ukrytą (drobnym drukiem, opatrzoną gwiazdką) informacją z której wynika że nie jest to oferta dla wszystkich a jedynie dla "najlepszych klientów". Nie każdy może być "najlepszym klientem". "średnio dobry klient" (a takich jest zapewne większość) obarczony zostanie wyższym oprocentowaniem.

To tylko przykłady, trzeba liczyć się z tym że banki a dokładniej ich spece od reklamy codziennie obmyślają nowe sztuczki którymi niejednego klienta zaskoczą, niekoniecznie miło i niekoniecznie przed podpisaniem umowy.

powrót do góry